Castle Party, jeden z największych festiwali kierowany do subkultury gotyckiej czy metalowej, czy (trudno mi już nadążyć…) odbywa się latem co roku na zamku w Bolkowie. Poza zróżnicowanym repertuarem, czy ofertą muzyczną charakteryzuje się również rewią i lansem. Fotograf i Castle Party to zgrany duet. Ja postanowiłem jednak pójśc pod prąd: na jedną z jego edycji zabrałem aparat, który jest tylko 8-razy młodszy niż konstrukcja zamku, która jest sercem festiwalu…
Jako wieloletni uczestnik festiwalu, zaryzykuję wręcz, że wychowany na tym festiwalu z trudem powstrzymuję się, aby nie zboczyć z tematu i nie napisać więcej o samej imprezie, jednak w tym przypadku pragnę się skupić na samych zdjęciach, które przy okazji imprezy powstały.
Jak się Kodak sprawdza na takim wyjeździe? Jest mały i ciężki, przez co bardzo szybko zaczyna boleśnie o sobie dawać znać i niczym kropla skałę cierpliwie zadaje ciosy, powodując z czasem silny ból w miejscu, które upodobał sobie obijać (np. podczas marszu). Aparat nie wzbudza zainteresowania, jest niepozorny i wygląda jak jeden z tych hipsterskich, stylizowanych na retro współczesnych konstrukcji – to o tyle ciekawe, że jednak większość ludzi utożsamia profesjonalistów z wielkimi obiektywami i lustrzankami, jeśli szukasz ujęć i osób skorych do pozowania – z tym aparatem będziesz mylony z turystą :)
Sama impreza ożywa najbardziej wieczorem, gdy robi się ciemno. Aparat nie ma wbudowanego światłomierza, wszystkie czasy ustawiałem intuicyjnie – na szczęście czarno-białe filmy mają wysoką tolerancję na błędy i mimo wielu niesprzyjających czynników wyszło zaskakująco dużo zdjęć. Wykonałem w sumie 3 rolki filmu, z czego doliczyłem się około 60 udanych klatek (takich, które są technicznie ok). Myślę, że to porównywalny wynik, jak w przypadku popularnych idiot-camera z lat 90… Nie muszę chyba wspominać, że obsługa jest w pełni manualna, a ja na tym festiwalu nie byłem abstynentem?
Jeśli interesuje Cię ten aparat, zaglądnij też do tego wpisu.
Jesli sie juz ustawi poprawnie odległośc to separacja od tła jest cudowna. Kodak Retina IIa ma bardzo jasny obiektyw, więc aby uzyskać ostre zdjęcie trzeba mieć więcej szczęścia niż rozumu. W tej konstrukcji obiektywu jest wiele dzwigni i obiektyw posiada delikatne luzy, które mogą przesuwać głębię ostrości decydując o efekcie końcowym.
Kodak Retina posiada wbudowany dalmierz, który ze względu na skomplikowaną budowę i mechaniczne zużycie daje tylko rozpięty i bardzo szacunkowo wynik. Najlepiej jest więc przymknąć przysłonę aby zwiększyć głębie ostrości, wtedy więcej detali wpada w głębię i jest szansa na udane zdjęcie.
Zdjęcie powstało w fatalnej okoliczności: kapelusz + parasol zaciemnia twarz, natomiast tło jest oświetlone przez lipcowe słońce. Zdjęcie wydaje mi jeszcze udane, ale już powoli zaczyna ocierać się o złą ekspozycję. Wszystkie zdjęcia były robione „na oko”, nie było czasu ani miejsca na posługiwanie się zewnętrznym dalmierzem czy światłomierzem. Zdjęcia przedstawione tutaj w większości są surowymi obrazkami ze skanera. W przypadku wysokiej jakości skanu z całą pewnością można by tonalnie bardzo wiele z tego jeszcze wycisnąć. Należy też pamiętać, że czarno-biały film ma wysoką tolerancję na błędy i sporo wybacza.
Na zdjęciu: "Człowiek Drzewo" / "Drzewosław"
Mocne zadymienie, zdjęcie jest niedoświetlone ale jeszcze zachowuje plastyczność. Przy użyciu dowolnego edytora grafiki z pomocą kontrastu i jasności można by je „uratować”. O ile pamiętam to wykonywany był utwór zespołu Romantycy Lekkich Obyczajów – Lodziarka.
Kodak Retina nie ma żadnego zabezpieczenia przed wielokrotną ekspozycją. Trzeba więc mieć wyrobiony nawyk przewijania filmy po wykonaniu zdjęcia aby uniknąc wielu obrazów w jednym kadrze.
Zdjęcie z biodra,ustawiłem umowną nieskończonośc czas (pewnie 1/30s) i liczyłem że coś się naświetli? To była szansa aby przetestować aparat w tak nienaturalnych warunkach? Czy się udało? Moim zdaniem tak! Choć takie zdjęcia są raczej znakiem naszycz czasów wygląda na to że dawno temu również były możliwe, być może kluczowe są tutaj techiki oświetleniowe sceny?
Na scenie: Arkona