Blog     Fotografia analogowa - wywoływanie zdjęc

Fotografia analogowa - wywoływanie zdjęc

Fragment procesu wywoływania fotografii analogowej w ciemni – kadr z Legnicy

Czarnobiała tradycyjna fotografia analogowa.

DominikaSwr

Zanim zaczniemy

Bohaterką tego wpisu jest fotografka, która wystąpiła w roli modelki – Dominika. Korzystając z wolnej chwili w czasie urlopu świątecznego złożyłem Jej wizytę w Legnicy. Z Legnicą dzielę wiele pięknych wspomnień jeszcze z czasów dzieciństwa, więc każda wizyta tutaj nadal uświadamia mi jak ogromny sentyment mam do tego miasta, szczególnie ulicy Chojnowskiej.

W tym mini artykule chciałbym podjąć kilka technicznych tematów, tak aby opisać z mojej perspektywy proces powstawania zdjęcia analogowego z takiej bardziej technicznej perspektywy.

Wielki format - kadrowanie

Sesja odbyła się na jednym z zabytkowych cmentarzy w centrum Legnicy podczas zimnego, grudniowego popołudnia. Dominika była ubrana w puchową kurtkę, która swoim nowoczesnym wyglądem kontrastowała z atmosferą tego miejsca. Jej blady makijaż i mocno podkreślone oczy pięknie współgrały z puchem kaptura, który tworzył naturalne obramowanie.

Pogoda była typowa dla grudnia – wilgotne, chłodne powietrze i pochmurne niebo, które dodały zdjęciu surowego charakteru. Samo miejsce nie odgrywało większej roli. Tym, co było dla mnie istotne w czasie planowania zdjęcia były ograniczenia aparatu oraz pogoda.

Mój aparat był wyposażony w stałoogniskowy obiektyw o jasności f5,6 – w przypadku wielkoformatowych aparatów jest to dość standardowa wartość. W tamtym momencie było dla mnie jednak oczywiste, że będziemy pracować przy czasach naświetlania rzędu 0,5 sekundy. To oczywiście tworzy ryzyko poruszenia. W kasetach miałem załadowane błony Fomapan ISO 100. Mając ISO, jasność obiektywu i światłomierz mogłem już dokonywać wstępnych szacunkowych pomiarów światła, aby wybrać optymalne miejsce do zrobienia zdjęcia. Szacunkowy, ponieważ w fotografii wielkoformatowej pojawia się jeszcze jedna nieoczywista zmienna: tzw. Bellows extension factor 1.

Pochmurne niebo jest dla mnie istotne, ponieważ gwarantuje miękkie cienie, ale serwuje bardzo monotonne niebo, które często przypomina białą prześwietloną plamę. Można z tym sobie radzić, używając filtrów połówkowych, czy też potem stosując maski. Innym sposobem jest kadrować, tak by tego nieba nie było zbyt wiele.

Fotograf z aparatem Wista wywołujący zdjęcia w technice analogowej

Po wyznaczeniu ostatecznego miejsca i wstępnym kadrowaniu dokonałem finalnego pomiaru światła. W tym przypadku użyłem pomiaru otoczenia z okolic twarzy, ponieważ chciałem, aby od tego punktu rozchodziły się wstępnie wszystkie cienie i jasności, by bladość skóry twarzy była punktem centralnym w całym spektrum szarości. Mając z wyobraźni estetykę starych filmów o wampirach zależało mi na uwypukleniu mocnego makijażu, stosując w ciemni agresywne filtry podbijające kontrast. To tyle z planowania.

Aparat został ustawiony na solidnym statywie, aby uniknąć nawet najmniejszych drgań. Po dokładnym dobraniu kadru i ustawieniu ostrości na matówce, wsunąłem kasetę z filmem, policzyłem do trzech i z pomocą węża spustowego naświetliłem film. Dla zagwarantowania najlepszej ostrości oglądałem matówkę pod lupą, robię, tak by kontrolować ostrość wybranego detalu. Wykonaliśmy łącznie 4 zdjęcia, ze względu na specyfikę tego typu sprzętu, każde ujęcie było przemyślane – w fotografii wielkoformatowej nie ma miejsca na przypadkowość i spontaniczność – albo uczciwiej: jest go o wiele mniej niż przy zgrabnych kamerach małoobrazkowych.

1 Bellows extension factor – nie wiem, czy istnieje na to polska nazwa – jest to współczynnik, który opisuje zapotrzebowanie na kompensację czasu naświetlania wynikającą z odległości między obiektywem a filmem. Można powiedzieć kolokwialnie: im większa odległość między soczewą a filmem, tym obraz rzucany przez obiektyw na film jest słabszy. Aby więc prawidłowo naświetlić film trzeba dokonać odpowiedniej korekty czasu. Przy słabym oświetleniu może to oznaczać nawet sekundowe czasy naświetlania.

Fotograf przycina zdjęcie podczas analogowego procesu wywoływania w ciemni

Wywoływanie zdjęć w koreksie i suszenie negatywów

Po zakończeniu zdjęć film został ostrożnie wyjęty z kasety w ciemni fotograficznej i przygotowany do wywołania. Proces wywoływania odbywał się w koreksie – specjalnym urządzeniu umożliwiającym obróbkę filmu w całkowitej ciemności. Jest to naczynie w kształcie walca z kurtyną świetlną wewnątrz. Pozwala to na wlewanie i wylewanie chemii fotograficznej bez konieczności otwierania naczynia za każdym razem, narażając zawartość na naświetlenie. Na filmie po prawej widać jak wysuwam pręt, który jest używany do obracania wewnętrznym koszem, w którym są negatywy. Takie obracanie pozwala na lepszą penetrację chemii oraz jej stałą wewnętrzną rotację.

Wywoływacz

Spur Acurol-N

Na potrzeby wywoływania błony Fomapan 100 zrobiłem 1l roztwór wywoływacza, bazując na koncentracie Spur Acurol-N, który rozcieńczyłem w proporcji 1:50 z wodą. Ze względu na to, że zdjęcia są czarno-białe nie trzymałem przesadnie ostrego reżimu temperaturowego, uwzględniłem temperaturę otoczenia i pozwoliłem, aby koncentrat miał nieco poniżej 20°C, ponieważ w trakcie pracy i tak nagrzeje się i lekko, i finalnie przekrocz temperaturę z tabeli producenta. Z doświadczenia wiem, że fotografia kolorowa jest dużo bardziej wymagająca, jeśli chodzi o trzymanie standardów. Jednak aby mieć pełną kontrolę i powtarzalne wyniki staram się zawsze zachowywać jak najwyższą jakość pracy. Przyjmuję więc margines błędu ± 0,5°C.

Trzymając się wytycznych producenta, dla uzyskania „lekko podniesionego kontrastu” (za to lubię ten wywoływacz) kąpiel w wywoływaczu była zaplanowana na równe 10 minut, ze wstępnym mieszaniem przez 0,5 minuty i potem agitacją co minutę.

Najpierw film został namoczony w wodzie, aby zmiękczyć emulsję i nadać całości temperaturę początkową: 20°C, a następnie zanurzony w roztworze wywoływacza.

 

Przerywacz

W roli przerywacza używam rozcieńczonego kwasu octowego, tutaj nie stosuję praktycznie żadnego przyjętego standardu, staram się możliwie szybko wyprzeć wywoływacz z koreksu, natomiast kwas octowy ma właściwości neutralizujące wywoływacz, więc nawet przy zachowaniu jego stężenia zostanie on rozłożony. Pozwalam na kilka minut takiej kąpieli, po czym finalnie płuczę film świeżą wodą.

 

Utrwalacz

Ilford rapid fixer

Utrwalacz jest przedostatnim elementem kąpieli materiału światłoczułego. Ze względu na jego szybkie zużycie zawsze planuję przygotowanie roztworu, tak by móc go wykorzystać przy wywołaniu filmów, a potem w ciemni przy robieniu odbitek. Używam rozcieńczenia 1:5 i tworzę również 1 litr roztworu. Kąpiel w utrwalaczu trwa zwykle ok. 2-3 minuty, w tym czasie przygotowuję miejsce na otwarcie koreksu i wieszak na błony, aby je bezpiecznie obejrzeć, a potem wysuszyć. Po zakończeniu pracy utrwalacza następuje moment, kiedy film przestaje być już światłoczuły i można go bezpiecznie obejrzeć w świetle dziennym. Trzeba jednak najpierw usunąć utrwalacz i całość oczyścić.

Ostatnim elementem wywoływania jest płukanie wodą, chemię foto należy utylizować, nie wolno jej wylewać do kanalizacji, ponieważ jest zabójcza dla organizmów, w tym bakterii w oczyszczalniach ścieków!

 

Po dokładnym przepłukaniu w wodzie rozwiesiłem negatywy do zupełnego osuszenia. Dla pewności zwykle zostawiam negatywy na 24 godziny. Na tym etapie mogę już wstępnie ocenić efekty pracy, ponieważ mając możliwość zrobić zdjęcia telefonem komórkowym i odwrócić cyfrowo kolory. Następuje czas czekania.

Praca w ciemni – kadrowanie i tworzenie odbitek

Wysuszone negatywy zostały starannie przejrzane na świetlnym panelu, aby wybrać najlepsze ujęcie do powiększenia. Następnie wybrane zdjęcie trafiło do powiększalnika – urządzenia pozwalającego na przeniesienie obrazu z negatywu na papier fotograficzny. W moim przypadku jest to ogromny Durst Laborator138 S, ale są też mniejsze.

Proces ten rozpoczął się od ustawienia ostrości i kadru na blacie powiększalnika. To moment, w którym jest okazja ostateczne skomponować zdjęcia i przypomina trochę zabawę folią na rzutniku, projektorze. Można powiększać lub pomniejszać obraz, korygować kontrasty za pomocą filtrów i używać specjalnych masek, jeśli wymaga tego korekta. Posiadam więc takie same narzędzia co w prostym edytorze graficznym, ale pracuję na dużo lepszym materiale wejściowym.

Po odpowiednim skadrowaniu zdjęcia rozpoczyna się proces ustalenia czasów naświetlania papieru. Ja do tego celu używam własnoręcznie zbudowanego zegara i maski. Robię eksperymentalne paski testowe i na tej podstawie wybieram optymalne czasy. Naświetlam papier przez pewien czas, odejmuję maskę i naświetlam ponownie, tworząc interesujący wizualnie materiał testowy, przypominający schodkowe wzory, od jasnego do ciemnego.

Kiedy mam już ustalony kadr, kontrast i czas, i jestem zadowolony z testowych naświetleń mogę do powiększalnika podać pełny arkusz papieru fotograficznego, ustawić zegar i uruchomić cały proces. Zwykle trwa to od kilku sekund, czasem minutę, ale to w bardzo specyficznych sytuacjach. Co do zasady wolniej znaczy lepiej, więc jeśli trzeba używać masek jest naturalnie lepiej naświetlać powoli, aby mieć duży margines błędu.

Materiały, których używam są różne – obecnie pracuję z papierem fotograficznym Foma, a wywołuję go w Tetenal Eukobrom. W przyszłości chcę przenieść się z koncentratów na proszki, ale póki co cenię sobie wygodę.

Powiększalnik używany do testowania czasów naświetlania w ciemni fotograficznej

Ostatnią i najbardziej chyba ikoniczną częścią jest już wywoływanie odbitek w kuwetach przy charakterystycznym czerwonym świetle, ze względu na warunki panujące w ciemni ciężko jest tą prace udokumentować. Na szczęście owinięty telefon komórkowy nie emituje zbyt wiele światła i można próbować ten proces nagrywać. Oczywiście czerwone światło jest obowiązkowe prawie na każdym etapie pracy, jednak to właśnie moment pojawienia się pozytywu na papierze jest tym magicznym momentem, który tak wiele osób chyba lubi i kojarzy z fotografią analogową.

Naświetlony papier ląduje w kąpieli, w wywoływaczu, podczas tego procesu wyłania się finalny obraz. Kiedy mam już pozytyw na papierze przenoszę papier do kuwety zatrzymującej działanie wywoływacza, tam też papier jest wypłukiwany i ostatecznie ląduje w ostatniej kuwecie z utrwalaczem. Utrwalacz deaktywuje światłoczułość papieru, dzięki czemu papier nie poczernieje po kontakcie ze światłem.

Skany

Skanowanie negatywów, czy zdjęć uważam za osobną sztukę, nie ma jednego uniwersalnego sposobu i transfer obrazu zawsze niesie za sobą jakieś straty. Skan w moim odczuciu powinien jak najlepiej oddawać oryginał. Co jednak, kiedy po zeskanowaniu zdjęcia na ekranie widzę zupełnie inny obraz? Inne kontrasty, czy nasycenia? Inna nieoczywista sprawa to połysk, zdjęcie z półmatowym połyskiem zrobi inne wrażenie niż jego nawet najwierniejszy skan na ekranie? Być może przez tę digitalizację straciliśmy cząstkę piękna, jaka skrywa się w fizycznym obrazie?

Jak widzisz, nie był to poradnik, ale raczej próba stworzenia chronologicznego ciągu, który opisuje właściwie cały proces tworzenia zdjęcia. Nie jestem przekonany, czy pisanie poradników jest moją misją, skromność i niedostatki w wiedzy mógłby również spowodować, że czytanie moich porad mogłoby utrwalić jakieś złe nawyki. Fotografia analogowa jest na pewno dziś już postrzegana jako ekstrawagancka retro – moda. Częściowo się z tym zgadzam, choć akurat słowo moda mogę uznać za lekko obraźliwe. Moda przemija, tu mówimy o pasji.

Aby domknąć klamrę opowiem jeszcze, co się stało później: po wysuszeniu odbitek zapakowałem je do koperty, zabezpieczając kalką (odbitki czasem lubią się sklejać) i wysłałem, około tydzień później dostałem w prezencie taki oto film i kilka zdjęć. Tak mnie ta relacja ucieszyła, że za zgodą Bohaterki postanowiłem się otrzymanymi nagraniami podzielić.

Proces wywoływania filmu analogowego – koreks, chemia i zdjęcia czarno-białe
Wizytówka Masnyk Photography promująca fotografię analogową w Legnicy
Chat Icon
Asystent
BOT: Jestem wirtualnym (i w miarę inteligentnym) asystentem. Jeśli masz jakieś pytania, to chętnie Ci pomogę!
Hint