Są gesty, które w kulturze mają znaczenie tak oczywiste, że aż przestajemy je zauważać. Środkowy palec należy właśnie do tej kategorii: z jednej strony wulgarny, z drugiej zaskakująco pojemny symbol. Od dekad funkcjonuje w popkulturze jako skrót buntu, sprzeciwu, ironicznego dystansu wobec świata. Pojawia się w filmach, na koncertach, w fotografii, zawsze jako znak, że ktoś nie chce się podporządkować. A jednak ten gest potrafi zmieniać swoje znaczenie w zależności od kontekstu. Czasem nie jest krzykiem, tylko półuśmiechem.
Na tym obrazie środkowy palec przestaje być wyłącznie prowokacją. Staje się grą z widzem, rodzajem przewrotnego mrugnięcia okiem. Jest w nim coś z bezczelności, ale też coś z flirtu, który polega na przekraczaniu granicy tylko na chwilę. Kultura nauczyła nas czytać ten znak jako odrzucenie, a tutaj można go odczytać jako zaproszenie do nieoczywistej interpretacji. To gest, który mówi jednocześnie „nie wolno” i „spójrz uważniej”.
Popkultura często używa środkowego palca jako symbolu wolności, czasem taniej, czasem bardzo świadomie. W fotografii działa on podobnie: wytrąca z komfortu, zmusza do reakcji. Ale reakcja nie musi być oburzeniem. Może być uśmiechem, zaskoczeniem, chwilą zawahania. W tym obrazie prowokacja nie jest celem samym w sobie, raczej narzędziem do zbudowania napięcia. To napięcie nie krzyczy, ono raczej cicho iskrzy.
Gest, który zwykle zamyka rozmowę, tutaj ją otwiera. Zamiast definitywnego sprzeciwu pojawia się dwuznaczność. Właśnie w tej dwuznaczności kryje się jego siła. Środkowy palec przestaje być tylko znakiem buntu, a zaczyna być elementem gry znaczeń. Między dosadnością a żartem, między prowokacją a lekkością. Zdjęcie nie próbuje skandalizować, raczej bawi się kodami kultury, które wszyscy znamy aż za dobrze. I przypomina, że nawet najbardziej jednoznaczny symbol potrafi zmienić sens, gdy trafi w inne, bardziej przewrotne, bardziej świadome otoczenie.